Spektakl z udziałem solistów, chóru i orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu:
Małgorzata Olejniczak-Worobiej / Tatiana Pożarska, Marian Kępczyński, Rafał Korpik, Jerzy Mechliński / Patryk Rymanowski, Krzysztof Leśniewicz (klawesyn)
Koprodukcja
Sztuka Petera Shaffera, (autorska przeróbka tekstu stanowiła w roku 1984 podstawę scenariusza słynnego filmu Miloša Formana o tym samym tytule) przywołuje burzliwe życie i niezwykłą twórczość W.A. Mozarta, oglądane z perspektywy nadwornego kompozytora cesarza Józefa II – Antonia Salieriego. Opowiada o dramacie artysty obdarzonego talentem poślednim, a stającym przed obliczem prawdziwego geniusza, o człowieku pożeranym przez niszczącą siłę zawiści, przekonanym o głębokiej niesprawiedliwości losu i braku łaskawości Boga, nierówno i niezasłużenie nagradzającego ludzi przymiotami, które zapewniają im nieśmiertelność.
Prezentacja dramatu „Amadeusz” Petera Shaffera odbyła się 17.10.2010 w Teatrze Polskim w Poznaniu w ramach obchodów roku jubileuszowego (Jubilat Jubilatowi) Teatru Polskiego w Poznaniu (135-lecie istnienia) oraz Teatru Wielkiego im. S. Moniuszki w Poznaniu (100-lecie istnienia).
„Amadeusz” to barwne widowisko kostiumowe, wesołe, zabawne, liryczne, które w miarę upływu czasu traci blask i polor. Znakiem upływy czasu są coraz prostsze i uboższe kostiumy Mozarta, coraz mniej wymyślne peruki. Łukasz Chrzuszcz wydaje się wręcz stworzony do roli Amadeusza, od warunków czysto zewnętrznych poczynając, po pewnych cechach charakteru kończąc. Jego Mozarta wszędzie pełno. Gdziekolwiek się pojawi, skupia natychmiast uwagę wszystkich na sobie. Na naszych oczach Amadeusz zmienia się. (...) W finale oglądamy zupełnie inną postać niż na początku dramatu. Widzimy strzęp człowieka pozbawionego rodziny, sławy, godności, biedaka żyjącego na łasce tajemniczej postaci w czarnym płaszczu i masce. Ma świadomość, że zostało mu niewiele czasu, a chciałby skończyć dzieło życia.
Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”, 28.02.2011
Tak, jak ludzie pamiętają Mozarta, a nie Salieriego, tak samo będą pamiętać „Amadeusza" Pawła Szkotaka - a nie setki innych adaptacji.
Siła „Amadeusza” w reżyserii Pawła Szkotaka z całą pewnością tkwi w umiejętnym połączeniu dwóch teatralnych światów. W warstwę dramatyczną wpleciono operę – gra orkiestra schowana w kanale i rozmieszczona na teatralnych balkonach, obecny cały czas na scenie chór nie tylko śpiewa, ale także ma swoje do odegrania, soliści wykonują arie wplecione w akcję dramatu, albo ją dopowiadające. W tym wszystkim istnieją aktorzy (...). Te dwa światy żyją w „Amadeuszu” Szkotaka w pełnej symbiozie – bez jednego nie ma prawa istnieć drugi, i odwrotnie.
Co najważniejsze – „Amadeusz” w wersji Szkotaka jest niemalże klasycznym teatrem kostiumowym. Aktorzy w kostiumach i perukach (niektóre z nich to prawdziwe działa sztuki) poruszają się w umownym świecie scenicznym. O tym, gdzie się znajdujemy decyduje jedynie akcja dramatu, a nie scenografia. Z tej konwencji wymykają się bohaterowie sztuki. Ich strój nie determinuje ich języka – mówią używając współczesnego, pełnego życia i emocji języka.
Radek Rakowski, www.mmpoznan.pl, 26.02.2011
Muzyka Mozarta jest w spektaklu Szkotaka dramatycznym kontrapunktem, jednym z ważniejszych głosów. (...) Mozart (magnetyczny Łukasz Chrzuszcz, który żongluje skrajnymi nastrojami jak sceniczny kameleon) wkracza na scenę wydając z siebie charakterystyczny chichot idioty. (...) Postać nadwornego kompozytora cesarza Józefa II wziął na swoje barki aktorski duet: Michał Kaleta i Wojciech Kalwat (młody i stary Salieri). Pierwszy z nich zbudował w „Amadeuszu” kawał dobrej roli. Kaleta gra człowieka doprowadzonego na skraj obłędu przez własną twórczą niemoc i geniusz wielkiego kompozytora, u boku którego przyszło mu żyć i tworzyć własne, niedoskonałe utwory. (...)
Jest w realizacji Pawła Szkotaka parę scen chwytających za gardło: oto Salieri wyzywa na pojedynek Boga, bo nie może dłużej znieść tego, jak nierówno stwórca rozdziela między swoje dzieci talenty. Oto człowiek z wizją i nadzwyczajnymi umiejętnościami gaśnie w oczach i umiera w skrajnej nędzy, ponieważ nie jest w stanie złamać tępego oporu cesarskich urzędników, którzy rozdają karty w grze o państwowe subwencje. Do upadku Mozarta przyczynia się wreszcie sam cesarz (bardzo dobry Wiesław Zanowicz), który dzieł Mozarta nie jest w stanie nie tyle zrozumieć, co po prostu wysłuchać do końca.
Marta Kaźmierska, „Gazeta Wyborcza”, 28.02.2011
Amadeusz Łukasza Chrzuszcza to przede wszystkim arogant, pyskaty smarkacz. Mówi tak szybko, jak żyje i komponuje: bez cienia kalkulacji, rozwagi i namysłu nad sensem. Szkotak akcentuje jego niewinność i bezbronność wobec machinacji salonu, ile zyskiwanie świadomości, że muzyka nie da mu szczęścia i pieniędzy, geniusz nie ocali przed złem świata nad śmiercią.
Spektakl jest świadomą hybrydą gatunkową. Szkotak korzysta ze swojej pasji muzycznej i doświadczeń reżysera operowego. W tkankę dramatu Shaffera wkłada spore fragmenty oper Mozarta (...). Osiągnięciem reżyserskim Szkotaka jest to, że w spektaklu nie ma dwóch równoległych opowieści, ale jest nieustanne przeglądanie się w sobie estetyki teatralnej i operowej.
Łukasz Drewniak, „Przekrój”, 4.04.2011