Poznań - miasto know-how
Teatr Polski w Poznaniu
Spektakle
Biesy
Fiodor Dostojewski
Reżyseria:  Marek Fiedor
Przekład: Zbigniew Podgórzec i Tadeusz Zagórski
Scenarzysta:  Marek Fiedor
Scenografia:  Jan Kozikowski
Kompozytor:  Tomasz Hynek
Reżyseria świateł:  Grzegorz Cwalina
Asystent reżysera:  Piotr Kaźmierczak
Asystent scenografa:  Maryna Wyszomirska
Inspicjent:  Maria Skowrońska-Ferlak


Premiera: 10-04-2005
Scena: Duża scena
Czas trwania: 3 godziny
Liczba przerw: 1

Obsada:
Michał Kaleta /Mikołaj Stawrogin/
Roland Nowak /Ojciec Tichon/
Teresa Kwiatkowska /Barbara Stawrogin/
Wojciech Kalwat /Siergiej Liputin/
Edward Warzecha, Włodzimierz Kłopocki /Profesor/
Piotr Kaźmierczak /Aleksiej Kiryłow/
Katarzyna Węglicka /Maria Lebiadkin/
Magdalena Płaneta /Dasza Szatow/
Zina Kerste /Liza Tuszyn/
Piotr Łukawski /Iwan Szatow/
Łukasz Pawłowski /Piotr Wierchowieński/
Jakub Papuga /Artem Gaganow/
Leszek Lichota /Maurycy Drozdow/
Sebastian Grek /Fiedka/

Dostojewski to geniusz, ale geniusz złowrogi. Zdumiewająco wnikliwie zbadał, rozpoznał i z lubością pokazał dwie choroby, które wykształciła w Rosjaninie jego wynaturzona historia, jego ciężkie i przykre życie: sadystyczne okrucieństwo rozczarowanego wszystkim nihilisty i – przeciwieństwo tej pierwszej – masochizm istoty zahukanej, zastraszonej, zdolnej rozkoszować się swoim cierpieniem, zresztą nie bez złośliwej satysfakcji, popisującej się nim przed wszystkimi i przed samą sobą.

Maksim Gorki


Stosunek Dostojewskiego do zła był w najgłębszym sensie słowa antynomiczny. Zło jest złem, trzeba je zwyciężyć, wyplenić. Ale trzeba je też przeżyć, doświadczyć go; przez zło coś się otwiera, ono też jest drogą. Sama śmierć Stawrogina, jak każda śmierć, nie jest ostateczna ani wieczna, to jedynie droga. Stara świadomość, której Stawrogin jeszcze nie porzucił, nie mogła rozwiązać problemu twórcy. Stawrogin był przed „Biesami”, będzie i po „Biesach”. Po tragicznym końcu przyjdą nowe narodziny, nastąpi zmartwychwstanie. Nasza miłość do Stawrogina sprzyja temu zmartwychwstaniu. Sam Dostojewski nazbyt kochał Stawrogina, żeby pogodzić się z jego śmiercią. (...) Chrystus przyszedł, żeby zbawić świat, a nie po to, by zgładzić Stawrogina.

Nikołaj Bierdiajew

Recenzje


Adaptacja Marka Fiedora każe nam patrzeć na „dostojewskie” tematy w sposób osobisty, prywatny, intymny. Każe „brać je do siebie”. Stawrogin i jego dylematy - wpisane wszak w historię - jawią się tu bardzo współcześnie. Tym bardziej, że wyraźnie mamy do czynienia z historią przez małe „h”: historią człowieka, nie ludzkości.
Nie odbieramy jej przez pryzmat rewolucyjnej utopii i jej dramatycznych konsekwencji. Perspektywa naznaczenia misjami, posłannictwami i anarchistyczną odpowiedzialnością za „losy świata” staje się tu tylko jednym z tematów, bardzo zresztą spersonalizowanym. Idea przyświecająca anarchistom nie jest tu obecna jako abstrakt: „rozkłada się ją na czynniki ludzkie”: przypadłości, obsesje, lęki, podłości... A jej skutki też mają przede wszystkim indywidualny wymiar. Kiedy Kiryłow (Piotr Kaźmierczak) umiera - jest to śmierć człowieka, a nie rewolucjonisty. Kiedy Wierchowieński ( Łukasz Pawłowski) intryguje, jest intrygantem, a nie politykiem. Jeszcze dekadę temu czytaliśmy Dostojewskiego zupełnie inaczej.

Ewa Obrębowska-Piasecka, „Gazeta Wyborcza”, 12.04.2005

 

Marek Fiedor wybrał z powieści Dostojewskiego dwa wątki: winy i odkupienia oraz kobiet Stawrogina. I wszystko ujął w formie jego spowiedzi przed samym sobą w dwóch częściach: wobec Tichona i wobec Daszy. Jego przedstawienie jest ascetycznie proste, precyzyjne intelektualnie i maksymalnie skupione na słowie.[...]
Cały ciężar spektaklu dźwiga na swych barkach Michał Kaleta, jako ów zadręczający siebie i wszystkich Mikołaj Stawrogin. Jego rola budzi szacunek swym aktorskim rzemiosłem. Z licznej obsady aktorskiej spektaklu w pamięci widza pozostaje wyrazisty i skupiony Roland Nowak jako ojciec Tichon.

Olgierd Błażewicz, „Głos Wielkopolski”, 12.04.2005


"Biesy" to spektakl niepokojący, tajemniczy, przepełniony szaleństwem. Pełen furiackich scen, takich jak starcie Wierchowieńskiego (świetny Pawłowski) z Kiryłowem, czy Stawrogina (równie dobry Kaleta) z Daszą. Jest w nim szept, krzyk, komizm, tragizm, nagość. Jest też mocne, zapadające w pamięć zakończenie.[...] Tego wieczoru w teatrze poczułem biesa unoszącego się nad sceną. Intrygujące uczucie.

Michał Wybieralski, „Przeciąg”, nr 2, R. 2005


Fiedor prowadzi spektakl konsekwentnie.Wobec innych bohaterów Stawrogin przechodzi próby zła.[...] Najbardziej przejmujące w swojej desperacji są kobiety - Dasza (Magdalena Płaneta) i Liza (Zina Kerste). Jakby czuciem próbowały zarazić przeraźliwie zimny świat.
Rozgrywające się za wielkimi płachtami folii (jak chciał scenograf Jan Kozikowski) przedstawienie nie usiłuje kokietować widza. Mamy pozostać na zewnątrz tego świata. Patrzeć z boku na zło. Ale na spokój nie będziemy mogli sobie pozwolić.

Jacek Wakar, „Foyer”, 06.2005