Nie rozumiem, dlaczego historycy sztuki nie mówią szczerze o tym, co siłą rzeczy muszą czuć wobec Goi: że jest to tajemnica, wielka zagadka czekająca na wyjaśnienie (bo przecież nie rozwiązanie), z którą należy obchodzić się ostrożnie, unikając wszelkich uproszczeń, te bowiem tylko gmatwały całą sprawę i dziś trzeba je demaskować, aby znowu dotrzeć do istoty rzeczy.
José Ortega y Gasset
Obłęd wabi człowieka zewsząd. Płodzi fantastyczne obrazy, które nie są przemijającymi zjawami szybko znikającymi z powierzchni rzeczy. W osobliwym paradoksie twory zrodzone z niesamowitego majaczenia były już we wnętrzu ziemi jak sekret utajone, jak prawda niedosiężne. Rozpętując samowolę swego obłędu człowiek napotyka posępną konieczność świata; zwierzę nawiedzające go w koszmarach i w noc zatraty – to jego własna natura.
Michel Foucault
Marka Fiedora nie interesuje Goya artysta, nie interesuje go Goya uwikłany w politykę, chociaż trudno od polityki uciec. Reżyser skoncentrował się na starym człowieku, a właściwie na tym, że trudno pogodzić się mu ze starzeniem, z utratą tego, co było siłą napędową działania. […]
Jacek Polaczek stworzył na scenie studium samotności, studium niezgody na siebie, na to, co się dzieje z ciałem człowieka, który nie może kochać tak jak kochał w przeszłości, który nie może tworzyć, bo ogranicza go z jednej strony słabość ciała, z drugiej – nawiedzające jego umysł koszmary.
Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”, 7 kwietnia 2008
Goya zmaga się ze słabościami własnego ciała: ze starością i głuchotą, która wyostrza inne zmysły i wyobraźnię bohatera do granic niemalże szaleństwa. Wewnętrzne głosy nie dają spokoju malarzowi, który popadając chwilami w paranoję, nie dostrzega realnych niebezpieczeństw grożących jego bliskim. […]
W rolę ostatniej towarzyszki Goi wciela się w spektaklu Zina Kerste. Jej wyrazista, gorzka kreacja pozostaje w pamięci na długo po wyjściu z teatru. Na uwagę zasługują zresztą wszyscy pozostali wykonawcy: m.in. Roland Nowak, Magdalena Płaneta, Filip Bobek (znaczący epizod) czy charyzmatyczny Janusz Stolarski (gościnnie).
Marta Kaźmierska, „Gazeta Wyborcza”, 7 kwietnia 2008