"Między Ja i Już-Nie-Ja cienka ściana statku”
Heiner Müller
Mity w życiu dzisiejszym: czy siedząca naprzeciw mnie kobieta to Julia, Fedra, a może Medea…?
Kim jest Medea? Kochającą kobietą czy nienawidzącą furią? Oddaną matką walczącą o prawa do dzieci, czy ich morderczynią? Wspaniałomyślną kobietą broniącą Jazona przed ojcem- tyranem, która nie chce od „obcego” niczego w zamian za ratunek, czy zagubioną „obcą” w jego kraju?
Postać ta jest niejednoznaczna, ambiwalentna, paradoksalna. Stosunek do niej w literaturze jawi się podobnie- Eurypides kreuje z niej morderczynię dzieci, w literaturze współczesnej częste są z kolei głosy uniewinniające Medeę. Tom Lanoye decyduje się na przypisanie morderstwa jednego dziecka Medei, drugiego Jazonowi. Jeśli potraktować dzieciobójstwo w sensie metaforycznym, to druga część sztuki Lanoye`a, której akcja rozgrywa się w Koryncie, opowiada o destrukcyjnym mechanizmie mogącym rozwinąć się między dwojgiem początkowo kochających się ludzi, mechanizmie niszczącym wszystko co pomiędzy nimi, również dzieci. Inaczej jednak niż Eurypides, Lanoye opowiada nie tylko „mroczną” połowę historii Medei i Jazona, lecz w części pierwszej szkicuje historię ich spotkania w Kolchidzie oraz rozwijającego się uczucia. Ta część jego opowiadania jest jasna, trochę baśniowa; daje też pełny obraz historii dwojga ludzi, jak i nieco przewrotnie pozwala spojrzeć na problem obcości- najpierw Jazona w ojczyźnie Medei, następnie Medei w Koryncie.
Przeznaczenie czy przypadek?
Los, przeznaczenie są w tragedii greckiej ważną kategorią i ważną rolę odgrywają również w sztuce Lanoye`a. Początkowo przypadkowe spotkanie wywołuje lawinę wydarzeń, katastrof, od których nie ma już odwrotu. Forma, w której Tom Lanoye ubiera swoją opowieść to tragikomedia, momentami groteska- i pełna humoru i dotykająca najbardziej elementarnych prawd o człowieku- niezmiennych od tysiącleci. Wyłania się z niej uniwersalna historia losu kobiety, opowiedziana na przestrzeni dziesięciu, może piętnastu lat, od pierwszych naiwnych i idealistycznych uniesień miłości, do brutalnego odarcia z ostatnich złudzeń, będąca jednocześnie przypowieścią o człowieku, który w imię miłości, pod wpływem młodzieńczego impulsu, wyrzekł się wszystkiego co mu było bliskie i drogie- gdzieś po drodze zatracił sam siebie.
Monika Dobrowlańska
W przedstawieniu udział biorą uczniowie Zespołu Szkół Nr 4 w Poznaniu - Łejery: Jan Biber, Stanisław Biber, Wojciech Suwart.
Prapremiera polska 6 października podczas XII Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego w Lublinie.
Prapremiera poznańska 13 października w Teatrze Polskim w Poznaniu.
Honorowy patronat nad polską prapremierą dramatu "Mamma Medea" Toma Lanoye`a objęła Ambasada Belgii w Warszawie.
Podczas sobotniej premiery spektaklu "Mamma Medea" w Teatrze Polskim między widownią a sceną zaiskrzyło. Podobnie zresztą jak między bohaterami sztuki o najbardziej chyba znanej dzieciobójczyni w historii literatury. Wyładowania elektryczne zauważalne na linii Medea-Jazon, Medea- Kreuza czy Jazon - Argonauci (w role Idasa i Telamona wcielił się zgrany duet: Filip Bobek i Łukasz Pawłowski) to jednak nie jedyna zaleta tej realizacji. Wartka, konsekwentnie poprowadzona akcja, oszczędne operowanie scenograficznym szczegółem, trzymająca w napięciu muzyka i intrygująca scenografia pozostawiająca sporo miejsca dla wyobraźni widza sprawiają, że nieomal dwugodzinne widowisko wydaje się za krótkie. Sposobów na obejrzenie tej sztuki jest pewnie kilka, ja przetestowałam na sobie dwa. Można wsłuchać się w tekst Toma Lanoya, który w ustach aktorów wybrzmiewa momentami jak komentarz tragicznego chóru.[...] Taniec staje się u Dobrowalńskiej wyrazicielem uczuć. I to jest właśnie drugi sposób percepcji, który szczególnie polecam.
Marta Kaźmierska, „Gazeta Wyborcza”, 15 października 2007
Tom Lanoye opowiada o kobiecie, która wystąpiła przeciwko wszystkim i wszystkiemu dla wielkiej miłości, o namiętnym uczuciu dwojga ludzi pochodzących z różnych światów, o samotności i obcości, wreszcie o dzieciobójstwie. Wszystko - zgodnie z mitem - zaczyna się w Kolchidzie. Medea jest nieobliczalna. Inicjuje rozmowę z nieznajomym, choć wie, że tak nie wypada. Wie, że postępuje niegodnie, bo występuje przeciw ojcu. Nie zdaje sobie sprawy, że kiedy opuści rodzinny kraj, już zawsze będzie wszędzie obca. Budzi to czasem sytuacje tragiczne, a czasem wręcz komiczne. Tom Lanoye nie "przepisuje" bezkrytycznie antycznej historii, ale też nie aktualizuje jej nachalnie. W języku próbuje dać nam znać, że myślenie o barbarzyńcach z Kolchidy i cywilizowanych Grekach jest nieco zafałszowane. W zbudowanym przez niego świecie "barbarzyńcy" mówią wierszem, a cywilizowani prozą, na dodatek potoczną, momentami nawet wulgarną. Monika Dobrowlańska idąc tropem autora, próbuje oddać ten chwyt językowy w ruchu, w kostiumie, wreszcie w sposobie budowania roli. Ruch określa modne dziś flamenco. "Barbarzyńcy" noszą się elegancko, cywilizowani- raczej dresowo. Konsekwencja, z jaką rozgrywany jest pierwszy akt, potęguje tragifarsowość sytuacji scenicznej. Wszystko śmieszy i przeraża.[..]Ewa Szumska, za każdym razem prawdziwa i przekonująca, inna jest jako Chalkiope, Kirke i Kreuza.
Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”, 15 października 2007
Na owację na stojąco zasługuje Barbara Prokopowicz, która świetnie poradziła sobie z trudną rolą.
Jej zmiana w drugiej części spektaklu robi kolosalne wrażenie. Od jej aktorskiego poziomu nie odstaje Michał Kaleta (Jazon). Między tą dwójką bohaterów (i aktorów) iskrzy niesamowicie. A do tego trzy świetne role Ewy Szumskiej. Gorąco polecam.
Michał Wybieralski, „Echo Miasta”, 18 października 2007