„Postępujący zanik mięśni” - tekst nagrodzony na prestiżowym konkursie na napisanie polskiej sztuki współczesnej zorganizowanym przez Stary Teatr w Krakowie oraz miesięcznik „Dialog” w roku 2006. To historia współczesnego Hioba – młodego mężczyzny zmagającego się ze śmiertelną chorobą, człowieka wykluczonego, pozostającego poza nawiasem społeczeństwa i współczesnej kultury afirmującej doskonałość, piękno i witalność. To wykluczenie jawi się w sztuce Bartnikowskiego jako rodzaj świętego stygmatu, wola bohatera to egzorcyzmowanie losu i cierpienia. Każdy, kto skorzysta ze spotkania z nim – będzie miał szansę inaczej spojrzeć na własne życie.
Ciężko mi pisać o tym, czym było dla mnie spotkanie z Piotrkiem Wernerem i jego bratem Czarkiem, oboma chorymi na nieuleczalną, wyjątkowo okrutną chorobę – dystrofię Duchenne’a. Zmieniło to nie tylko moje patrzenie na wiele spraw, zmieniło także mnie samego – jako człowieka.
Niezależnie od tego, jaka będzie odpowiedź na pytanie o to, czy nasze bycie tutaj ma czemuś służyć, czy nie, samo uświadomienie sobie takiego problemu jest jak otwarcie niewidzialnych drzwi. To, co przyjmowaliśmy dotąd bez zastanowienia, nagle przestaje być oczywiste, a coś, co zawsze zdawało się wydumanym problemem niewartym choćby chwili namysłu, staje się sprawą najwyższej wagi. Kiedy kończy się życie – jest coś dalej, czy nic nie ma? A jeśli nic nie ma – to czym właściwie jest to nic? Jak to by było – nie być?
Andrzej Bartnikowski
„Postępujący zanik mięśni” Andrzeja Bartnikowskiego nie jest pełnym nadziei reportażem o śmiertelnie chorym młodym człowieku. To próba pokazania nam, niczym w lustrze, kim jesteśmy i dokąd brniemy, zapatrzeni w kult pięknego ciała. […]
Tytułowy zanik mięśni dotyka każdego z bohaterów dramatu. U Nikodema powoduje śmierć. U innych? Tego autor nie dopowiada, ponieważ bliżej mu do poetyckiej metafory, niż taniej publicystyki. Takie widzenie rzeczywistości podchwycili aktorzy. Największą kreację stworzył Jakub Papuga (Nikodem). […] Do bólu prawdziwy, przekonujący, nieodgadniony do końca, jak choroba na którą cierpi. Wszyscy aktorzy dostroili się do tonu, jaki nadaje Papuga. […] Ujmują i drażnią prawdą sceniczną stwarzanych przez siebie postaci.
Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”, 17 marca 2008