W autorskiej adaptacji reżyser mniej skupia się na biurokratyczno- totalitarnym aspekcie dzieła Kafki, a bardziej na metafizycznej pustce świata, w którym zło utraciło wyraziste oblicze. Takie odczytanie z pewnością bliższe jest wrażliwości i doświadczeniu współczesnego widza, jednocześnie zachowuje cały bagaż intelektualnych problemów, które postawił Kafka w pytaniu: „jak człowiek może być w ogóle winny?”
Józef K. w adaptacji Marka Fiedora to młody bankowiec, używający życia, nieco cyniczny, któremu tym trudniej uwierzyć, że przed procesem nie ma ucieczki.
Marek Fiedor przenosi akcję dramatu we współczesne realia komputerów i komórek telefonicznych, mocno eksponuje tło społeczne dramatu przez przywołanie manifestacji antyglobalistycznych, nękających przechodniów Świadków Jehowy i żebraków. I przede wszystkim, co chwila przypomina nam, kim jest oskarżony Józef K., prokurentem wielkiego banku i człowiekiem sukcesu, uwikłanym w jakieś interesy, a przy tym kimś, kto zerwał ze swoją rodziną i wyobcował się ze społeczeństwa.
Olgierd Błażewicz, „Głos Wielkopolski”, 23 lutego 2004
Trzeba [...] docenić niebanalną i na swój sposób odkrywczą reżyserię, scenografię, jak również grę aktorów, a zwłaszcza Michała Kalety (Józef K.), Katarzyny Węglickiej (Sprzątaczka) czy Rolanda Nowaka (Titorelli), Ziny Kerste (Leni) lub Piotra Kaźmierczaka (Block) i Edwarda Warzechy (Mecenas).
Błażej Kusztelski, „Gazeta Poznańska”, 23 lutego 2004
Można dodać tyle, że w takim właśnie świecie stawianie pytań o transcendentalny wymiar życia jest, kto wie, czy nie najważniejszą powinnością teatru. Nieczęsto realizowaną tak mądrze i mocno.
Jacek Sieradzki, „Przekrój”, 21 marca 2004
Odwaga podjęcia się inscenizacji powieści Kafki budzi dwa pytania. Czy "Proces" ma nadal jeszcze moc postawienia w stan oskarżenia współczesnego odbiorcy, tego, który przed chwila wyłączył telefon komórkowy, a teraz siedzi w teatralnym fotelu? I czy w ogóle jest możliwy na scenie powieściowy świat Kafki, oparty na metodycznym i fascynującym żywiole słowa? Markowi Fiedorowi udało się jedno i drugie.
Dorota Jarząbek, „Didaskalia”, luty-kwiecień 2004
Fiedor nie pozwala nam zapomnieć, w jakim świecie żyje Józef K. To rzeczywistość w czasie przesilenia. Można odnieść wrażenie, że cokolwiek się wydarza, obarczone jest piętnem nierozpoznanych znaczeń. W takim świecie proces staje się czymś więcej, niż chcieli tego niegdysiejsi interpretatorzy Kafki - procedurą sądu całkowitego, w którym rozlicza się człowiek z jego grzechów przyjmując perspektywę metafizyczną. To niemal sąd ostateczny. Ale wydarza się każdego dnia w głowach milionów ludzi. Wykorzystuje słabości człowieka, aby go zdemaskować. Obnaża jego próżność i pychę w ambicji rozumienia całego świata... Wizja Procesu, którą przedstawił Fiedor, zachwyca zniuansowaniem tonów, odcieni, sceniczną poezją i doskonałym rytmem.
Katarzyna Tórz, „Teatr”, nr 1-2, R. 2004