Dla jednych jest to zabawna komedia rodzinna, odwzorowująca sceny wzięte z życia. Dla innych - jest to przede wszystkim "teatr poetyczny", z gorzkim przesłaniem filozoficznym. Dramat o nieskuteczności prób samorealizacji, poszukiwaniu tożsamości, o rozliczeniach z przeszłością.
Niekonwencjonalna komedia przedstawia drobnomieszczańską rodzinę z jej zasadami i nawykami myślowymi. Ewa, starzejąca się (i ubolewająca nad tym) czterdziestolatka, jest zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością męża. Zawiadamia milicję. Obie z córką Gizelą z trudem podają rysopis - "Tatuś właściwie był nijaki, niepodobny do niczego, jak wszyscy". Tymczasem dotknięty amnezją Henryk błąka się po mieście. W końcu wraca do domu. Jest szczęśliwy, bo niczego nie pamięta. Żona postanawia natychmiast uświadomić mu, w jak tragicznej sytuacji się znalazł i jaki był nieszczęśliwy. "Cała nadzieja w bodźcach/ trzeba go bość/ tymi bodźcami/ bez wytchnienia..." Ewa uczy męża posługiwania się słowami i ciałem. Wbija mu do głowy stereotypowe sądy i obiegowe formułki. Wreszcie Henryk dostatecznie nasiąka komunałami. Wraca do rzeczywistości, lecz tylko po to, by ponownie wyjść z domu.
Aktorskim filarem tego spektaklu jest Zina Kerste. Nie tylko za sprawą tekstu, na scenie oglądamy przede wszystkim dramat jej bohaterki - już od pierwszych minut, czyli elektryzującego monologu samotnej żony w pustej kuchni.
Marta Kaźmierska, „Gazeta Wyborcza”, 2 kwietnia 2007
Są w tym przedstawieniu dobre aktorsko role. Przede wszystkim walczącej o męża i borykającej się z cielesnością Ewy - Ziny Kerste oraz jej dzieci Gizeli i Beniamina - Anny Walkowiak i Filipa Bobka. Najtrudniejszą w takiej sytuacji jest zawsze rola człowieka nijakiego i bez właściwości, a taką stara się pokazać Piotr Kaźmierczak.
Olgierd Błażewicz, „Głos Wielkopolski”, 2 kwietnia 2007
Spektakl "Wyszedł z domu" Marka Fiedora to intelektualny łamaniec, który uruchamia śmiech z naszego kolejnego dziejowego zapętlenia. Poznański spektakl pokazuje, jak odnajdywać współczesne dylematy w tekstach z innej epoki. [...] Podoba mi się nowe przedstawienie Fiedora. Znowu obserwujemy typowe dla reżysera "przesterownie" dramatu. W jego rękach sztuka Tadeusza Różewicza staje się bardziej kameralna niż w oryginale, sporo postaci i "głosów" ulega sklejeniu. Akcja dzieje się wyłącznie w domowej kuchni. Akcent z groteski i absurdu zostaje przeniesiony na satyrę.[...] druga warstwa znaczeń przedstawienia przypomina gniewne parsknięcie intelektualisty zbrzydzonego dokładnie tą, a nie inną epoką.[...] Reżyser artykułuje nasze zmęczenie i zniechęcenie trwającymi juz drugi rok rozliczeniami. W Fiedorze jest coś z ostatniego inteligenta starego chowu, który boi się, że biura polityczne są coraz bliżej artystów.
Łukasz Drewniak, 6 kwietnia 2007
"Wyszedł z domu" Marka Fiedora to kolejny dowód na to, że robi on konsekwentnie mądry, głęboki i wyważony teatr, który nie ulega modom, ale równocześnie nie poprzestaje na mówieniu o sprawach jedynie uniwersalnych i oddalonych od rzeczywistości. Zaangażowanie społeczne idzie u niego w parze z artyzmem, tak jak u Różewicza dramat naturalistyczny miesza się z dramatem poetyckim. "Tak zwana komedia" mimo wielu scen naprawdę groteskowych i zabawnych, wcale nie kończy się na śmiechu. Bo jakże sie śmiać z diagnozy, że nasze postrzeganie rzeczywistości społecznej nie tylko jest wyraźnie zapośredniczone, ale i wyraźnie nas zniewala. Oto polityczność teatru na płaszczyźnie rodziny.
Marcin Maćkiewicz, „Nowa Siła Krytyczna”, 6 kwietnia 2007
NAGRODY:
Nagroda dla Teatru Polskiego w Poznaniu za najlepsze przestawienie popularyzujące dawne dzieło literatury polskiej w III Ogólnopolskim Konkursie na inscenizację dawnych dzieł literatury europejskiej.
Nagroda dla Ziny Kerste za rolę Ewy w III Ogólnopolskim Konkursie na inscenizację dawnych dzieł literatury europejskiej.
Wyróżnienie dla Marka Fiedora za reżyserię w III Ogólnopolskim Konkursie na inscenizację dawnych dzieł literatury europejskiej.