Poznań - miasto know-how
Teatr Polski w Poznaniu
Spektakle
Zwyczajne szaleństwa
Petr Zelenka
Reżyseria:  Paweł Szkotak
Przekład: Krystyna Krauze
Scenografia:  Izabela Kolka
Choreografia:  Witold Jurewicz
Asystent reżysera:  Sebastian Grek
Projekcje filmowe:  Piotr Maciejewski
Inspicjent:  Maria Skowrońska-Ferlak


Premiera: 15-01-2005
Scena: Duża scena
Czas trwania: 2 godziny
Liczba przerw: 1

Obsada:
Katarzyna Bujakiewicz /Alicja/
Agnieszka Dygant /Jana/
Zina Kerste /Ewa/
Barbara Krasińska /Sylwia/
Teresa Kwiatkowska /Matka/
Magdalena Płaneta /Anna/
Sebastian Grek /Alesz/
Wojciech Kalwat /Ojciec/
Leszek Lichota /Piotr/
Piotr Łukawski /Mucha/
Roland Nowak /Jerzy/

„Zwyczajne szaleństwa” Petra Zelenki w reżyserii Pawła Szkotaka to wielowątkowa sztuka, w której pure nonsens miesza się z poezją, tworząc mądrą opowieść o poszukiwaniu szczęścia, tęsknocie za miłością, zmaganiu z samotnością i brakiem porozumienia między ludźmi. Szaleństwo, najzwyklejsze, staje się w tej sytuacji, jedynym sposobem na zmierzenie się ze światem. Opowieść o nas samych – pragnących wolności, traktujących świat jako inspirację i tęskniących do poczucia bezpieczeństwa. A wszystko to z perspektywy mężczyzny dokonującego podsumowania swojego życia. W tej historii, opowiedzianej z typowo czeskim poczuciem humoru, wszystkie zdarzenia zyskują konkretne, choć absurdalne obrazy, jakie znamy z naszej codzienności.

Recenzje

Dobry spektakl, dobre aktorstwo, trafny i funkcjonalny zamysł reżyserski . Dla młodej widowni - w wielu momentach ostra zabawa.

Błażej Kusztelski, „Gazeta Poznańska”, 17 stycznia 2005

 

Ten teatr ma swój własny profil i charakter. Gra przede wszystkim polskie i obce sztuki współczesne, odnoszące się do spraw i problemów naszych czasów. I jedną z takich właśnie sztuk są Zwyczajne szaleństwa Petra Zelenki, zwariowana, podszyta tak typowym dla Czechów absurdalnym humorem komedia, z autentycznymi problemami życiowymi w tle. Najmocniejszą strona sztuki jest wartki, wciąż czymś zaskakujący nas dialog oraz owe wszechogarniające wszystkich szaleństwo zwariowanych pomysłów. A to sprawia, że bardzo szybko nic porozumienia zawiązuje się miedzy scena a widownią .

Olgierd Błażewicz, „Głos Wielkopolski”, 17 stycznia 2005

 

Nie dajmy się zwariować! - ostrzega Paweł Szkotak w udanym widowisku. Przedni humor odważnego w opisie współczesnego dramatu Zelenki podszyty jest u Szkotaka cierpką goryczą. Bohaterowie cierpią, często niedorzecznie, zamknięci w swoich małych życiowych problemach, niezrozumiani, opuszczeni, bo... nierozumiejący innych.

Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita”, 25 stycznia 2005

 

Szkotak wyrzeka się wpisanej w tekst farsy, która tak bardzo uwodziła dotychczasowych inscenizatorów. I słusznie, bo nie to w dramacie Zelenki jest naprawdę pociągające. Dotychczas, akcentując sceniczne "jaja", szło się raczej na skróty. W poznańskim Teatrze Polskim mamy opowieść przesłoniętą mgiełką nostalgii za czasami, w których Husak z Breżniewem jeździli do czeskich piwowarów i wszystko było jasne. Wiadomo było, co jest dobre, a co nie. Zelenka i Szkotak nie tęsknią rzecz jasna za komuną. Raczej za młodością, za szaleństwem w ludzkich sercach. Cała historia ujęta jest zresztą w ramy teatralnej umowności. Scenę pokrywa biało-czarna szachownica, na którą wchodzą aktorzy i po zakończeniu sekwencji zajmują swoje miejsca wokół podestu. Spektakl jest testem zespołowego aktorstwa. Artyści zdają go celująco.

Jacek Wakar, „Foyer”, kwiecień 2005

 

Śmiech wywołany doskonałym czeskim humorem z czasem więźnie w gardle, a bardzo dobre aktorstwo zgranego zespołu Teatru Polskiego ułatwia komunikowanie spraw gorzkich, niełatwych, raniących. Komunikat płynący ze sceny jest bardzo wyraźny, a Zwyczajne szaleństwa są zbyt prawdziwe, by w którymś momencie nie poruszyć, nie ukłuć boleśnie.

Marta Keil, „Gazeta Malarzy i Poetów”, nr 1, R. 2005

 

Sztuka Zelenki jest bardzo zabawna. Niewprawne oko mogłoby nawet uznać ją za tekst komediowy. Ale Szkotak mądrze ją przeczytał. Pośród fajerwerków czasem zupełnie surrealistycznego humoru dostrzegł dramatyczne pęknięcie świata i człowieka. Pokazał je z kliniczną dokładnością, językiem precyzyjnym jak skalpel chirurga.[...] Środki wyrazu są tu maksymalnie skondensowane - żadnego zbędnego rekwizytu, żadnego zbędnego gestu. Nazwałabym to "aktorstwem esencjonalnym", konsekwentnie wpisującym się w Szkotakowy język teatralny: zwarty, obrazowy, oparty na umiłowaniu metafory. Aktorzy poznańskiego Teatru Polskiego pięknie się w tym języku odnaleźli. Chylę czoło. Zmetaforyzować każde poruszenie postaci nie odbierając jej przy tym psychologicznej wiarygodności to naprawdę wielka sztuka.

Katarzyna Jesień, „Teatr”, nr 1-3, R. 2005

 

Myślę, że właśnie inny niż w teatrach dramatyczno-repertuarowych rodzaj pracy z aktorem, jaki ma za sobą Paweł Szkotak, w zetknięciu z warsztatem klasycznie, dramatycznie wykształconych aktorów dał tak interesujący efekt. Aktorzy nie tyle "wcielają" się w postacie, ile je prezentują, środki aktorskiego wyrazu ograniczając do niezbędnego minimum. Po raz kolejny widać tu to, co stanowi ostatnio siłę większości spektakli Teatru Polskiego - zespołowość aktorskich kreacji. [...] Cieszy też, że aktorzy tego teatru nie zamykają się w jednym repertuarze środków wyrazu, tylko potrafią budować swoje role w bardzo różnorodny sposób.

Janina Ostrowska, „Czas Kultury”, nr 3-4, R. 2005