Dramat Serge Kribusa został przetłumaczony w ramach projektu Theatre BE>< PL Teatr
Więc dorośli są po to, żeby nam mówić, co trzeba robić, co jest dobre i niedobre, co mamy mówić, myśleć, jeść. Kiedy mamy jeść. Kiedy mamy myśleć. Jak mamy spać, chodzić, za dużo się nie śmiać, nie śpiewać bez powodów, nie płakać (...). Rozumieć, nawet kiedy nie rozumiemy. (...) Nie wyobrażać sobie rzeczy, które nie istnieją, nie mówić o rzeczach, na których się nie znamy. Jeśli na niczym się nie znamy, nic nie mówić. Nie zaczynać czegoś nie kończąc, być posłusznym. Nie chcieć robić tego, co lubimy, bo w życiu nie zawsze robimy to, co lubimy. (...)
Tak, nie mogę się doczekać, kiedy będę dorosły, no chyba że musiałbym robić tak jak wy, chyba że musiałbym być do was podobny. Bo wy jesteście nieszczęśliwi i nie mówcie mi, że jest inaczej. (...) A my byśmy chcieli, żeby to się zmieniło. I trzeba wszystko zmienić, wszystko. Niesprawiedliwości, wojny, biedy, przymusowe wygnania, trzeba zmienić cały świat.
Serge Kribus, „Ścianananaświat”
W dramacie Serge’a Kribusa Łukasz Chrzuszcz jest dziesięcioletnim chłopcem. Właśnie „jest”, a nie udaje, gra… Staje się nim od pierwszej chwili, gdy widzimy go wyglądającego zza kulis, gdy patrzy na wchodzącą na salę publiczność. (...) Gdy dorosły wciela się w postać dziecka zazwyczaj przekracza bardzo cienką granicę między dziecięcymi emocjami a infantylizmem. Łukasz Chrzuszcz jest od niej bardzo daleko – przekazuje nam emocje dziesięciolatka, wystrzegając się taniego kabaretu. Bo „Ścianananaświat” nie jest komedią ani groteską. To pogodne przedstawienie opowiadające o bardzo ważnych sprawach – potrzebie bliskości, zrozumienia i barierach oddzielających świat dorosłych od świata dziecka. (...)
Radek Rakowski, www.mmpoznan.pl, 28.05.2011
Jak zawodowy aktor ma zagrać dziecko, aby nie wypadł infantylnie? To karkołomne zadanie, niemal niewykonalne. A jednak Łukaszowi Chrzuszczowi się udało. Kiedy wygłasza swój „wykład”, momentami ciarki idą po plecach. (...) Chrzuszcz nie udaje dziecka, nie zdziecinniał na potrzeby spektaklu. Słuchając go, wierzymy, że mówi do nas dziecko. Aktor zdaje się odnajdywać w sobie to, co zostało w nim z dzieciństwa i ogrywa. Ma coś w sobie z wszystkowiedzącego mądrali, ale potrafi być nieco wycofany, nieśmiały i niepewny. Ujawnia to mimiką, drobnym gestem, ruchem ciała (znakomita scena, kiedy śpiewa piosenkę Michaela Jacksona „I will be there”). (...) „Ścianananaświat” to rzecz smutna i pogodna zarazem, którą warto obejrzeć ze swoim dzieckiem, zwłaszcza jeśli zaczynamy zauważać, że w relacjach rodzinnych przestajemy się słyszeć.
Stefan Drajewski, „Głos Wielkopolski”, 31.05.2011