„Ich czworo” Zapolska nazwała „tragedią ludzi głupich”. Dla nas jest to raczej komedia (farsa nawet!), jaką grają przed sobą nawzajem ludzie niespełnieni. Głupotą w takim wypadku jest nieumiejętność przewidywania konsekwencji własnych wyborów, niezgoda na to, co inne, w końcu kurczowe trzymanie się własnych zasad czy egoistyczne dążenie po trupach do celów, przynoszących pozorne spełnienie. Małe kompromisy sumują się w wielkie kompromisy, na jakie idziemy sami ze sobą. Groteska sąsiaduje jednak dość blisko z grozą. Gdy okazuje się, że te powielane kalki nie są nam obce, wpadamy w gogolowską pułapkę: rozpoznajemy siebie aż za dobrze w tym, z czego się śmiejemy... Wszyscy odgrywamy jakąś rolę w grach, których reguły ustanawia ktoś inny.
Agnieszka Korytkowska-Mazur
„Ich czworo. Obyczaje dzikich” to jednocześnie rehabilitacja dzikusa i opowieść o zdziczeniu. Gdyby Gabriela Zapolska mogła zobaczyć, jak Dana Łukasińska i Agnieszka Korytkowska-Mazur przerobiły jej dzieło, życzliwie by się uśmiechnęła. Choć podobno nie lubiła ludzi.
Dana Łukasińska bohaterów Zapolskiej uwspółcześniła. Profesor (Andrzej Szubski) to znany specjalista od zachowań erotycznych dzikich plemion. Celebryt – mówi o nim żona (Barbara Krasińska). Ona dzięki jego pieniądzom może pozwolić sobie na dekoratora wnętrz i aromaterapię, ale nudzi się i cierpi. (...) Życie nieporadnego profesora i jego władczej, prymitywnej żony to niekończąca się wymiana drobnych złośliwości, codzienna, przewidywalna tortura. Ten cierpki bezwład zaburza romans żony z Fedyckim, który nieoczekiwanie wychodzi na jaw. (…) W inscenizacji Agnieszki Korytkowskiej-Mazur jest: zaskakująca świeżość, świetna scenografia, ciekawe wizualizacje, ale przede wszystkim pomysł, jak ten dramat przetworzyć.
Michał Gradowski, „Gazeta Wyborcza”, 26.04.2010
Reżyserka wraz z autorką adaptacji, Daną Łukasińską, konfrontują model rodziny z początku XX wieku ze współczesnymi realiami. Na scenie panuje żar tropików, efektowne wizualizacje przedstawiają biegnące zwierzęta. Egzotykę podsycają demony w bajkowych strojach, odpowiedniki Mandragory u Zapolskiej. Mąż (Andrzej Szubski) to współczesny Bronisław Malinowski – typ, który doskonale zna obyczaje dzikich, ale nie bardzo potrafi swoją wiedzę zastosować do życia. (...)Ukazanie nieprzystawalności wiedzy teoretycznej (racjonalne wytłumaczenie zdrady w życiu „człowieka nowoczesnego”) do praktycznej (osobiste doświadczenie profesora) to kpina z nauki, bezsilnej wobec problemów życia rodzinnego.
Kamila Paprocka, „Teatr” nr 10/2010